Historia Inspiracje Doświadczenie Cele
Wszystko co mogę napisać o sobie niech będzie tym co doprowadziło mnie do śnienia…
Osobista historia jest ważnym elementem w życiu szamanów z linii wiedzy którą zgłębiam. Według don Juana myśliwy i wojownik musi ją wymazać, aby przeciąć krępujące więzy myśli jakimi otoczenie chce z nim powiązać. Ta praktyka była bardzo ważnym elementem w mojej walce z własną pozycją na ścieżce wiedzy.
Teraz jakości się odmieniają. Teraz moim ćwiczeniem na poczucie własnej ważności jest odsłonięcie skrawka mojej własnej osobistej historii.
Narodziny tożsamości.
Zainteresowania mistykami, malarzami, a w szczególności poetami badającymi granice percepcji. Z niemożności wykorzystania ich narzędzi jakimi były substancje psychoaktywne, szukałem innego rozwiązania aby otworzyć własne drzwi do nieskończoności.
Zaczynam od dzieciństwa, ponieważ to wtedy zacząłem zastanawiać się nad tym dlaczego istniejemy i poszukiwać własnej drogi w tajemniczym świecie. Rozważania doprowadziły mnie do opuszczenia ciała i wejścia w świat astralny. To otworzyło mi drogę do szeroko pojętego szamanizmu o którym dopiero zaczynałem zbierać informację.
Poniższe sekwencje zawierają rozwinięcie do każdego wątku. Nie musisz ich otwierać jeśli z jakiegoś powodu nie interesuje cię szerszy opis.
W dzieciństwie nastąpiło wydarzenie które wstrząsnęło moim poczuciem bezpieczeństwa i podważyło wszystko to co mogę wiedzieć o otaczającym mnie świecie. Stało się to w momencie kiedy przez przypadek włączyłem czarno biały telewizor. Przez głośniki wydobyła się głośnia muzyka rockowa z oszalałym krzykiem wokalisty i równie gwałtownymi instrumentami. Na scenę wbiegały dziesiątki osób i zostawały one wyrzucane z powrotem przez policję wprost na głowy wiwatujących pod sceną uczestników koncertu. Natomiast wokalista upadał na deski sceny i wił się jakby obdzierano go ze skóry. Całość przedstawiała sobą istny chaos. Potrafiłem rozpoznać iż jest to koncert, ale po co tam jest policja? Co tam się właściwie dzieje?
Wtedy w kilka chwil zrozumiałem, że tata i mama mnie oszukują. Istnieje życie, ale też śmierć i nikt z nas żywych nie będzie istniał wiecznie.
Od rodziców nie wiele mogłem się dowiedzieć prawdy. Jakoś nie czułem do końca zapewnień iż będę chodził do przedszkola, a potem do szkoły podstawowej, później inna szkoła, praca itd. Wszystko mówili z taką pewnością jakby zaprzeczali istnieniu śmierci. A przecież widziałem co się w przedszkolu wyrabia na placu zabaw. Niejeden dzieciak nabił się czołem na rozpędzona metalową huśtawkę, czy karuzelę.
Postanowiłem na własną rękę szukać odpowiedzi czym tak naprawdę jest świat i świadomość. Dlaczego istniejemy?
Kiedy nie umiałem jeszcze czytać telewizja była moim głównym źródłem informacji. Poza śmieciami telewizyjnych programów czasami udało mi się przełączać na coś interesującego. Wiedziałem że takie perełki są puszczane raczej wtedy kiedy wszyscy już śpią. Podkradałem się pod telewizor późno w nocy i wmawiałem mamie że nie mogę zasnąć. Kiedy ją brało zmęczenie ja przejmowałem dowodzenie.
Tele pudło czasami wypluwało programy z niszowych tematów. Mnie interesowali artyści, buntownicy i osoby będące poza marginesem przyjętego porządku jaki widziałem w codzienności.
Tak dowiedziałem się o szamanach, wizjach w transie, nawiedzeniach, reinkarnacji itd. Kluczowy dla mnie program opowiadał o życiu mistyka, poety i malarza jakim był William Blake. Już wiedziałem w jakim kierunku chcę szukać.
Kilka lat później (kiedy tylko nauczyłem się czytać) jedną z pierwszych książek jakie przeczytałem były poezję W. Blake. Jego mistyczne wizje szły w parze z moimi koszmarami, nader naturalnymi snami czy baśniowymi dręczącymi mnie wizjami. Super, nie byłem sam i zachowywałem niebywały spokój ducha kiedy przytrafiały się przebłyski spoza znanej rzeczywistości.
Szybko jak po sznurku doszedłem do kolejnego źródła jakim był szamanizm. Wiedziałem że ci ludzie wiedzą więcej, na pewno nieco szerzej niż wszyscy których znałem. No i oczywiście naczytałem się że szamani aby wykroczyć poza znany świat jedzą "święte grzybki". Mi pozostały jedynie świadectwa pisane przez poetów kroczących podobną drogą.
Kiedy w radio usłyszałem nutę jaka mną wstrząsnęła przed telewizorem wiedziałem już co to za zespół i piosenka. To było jakże w temacie "Break on Through" zespołu The Doors. Zainteresowania wokalisty tegoż bandu dużo mi podpowiedziały w jakim kierunku szukać. Niektórych artystów, filozofów już znałem, ale dowiedziałem się o C. Castanedzie, (wtedy nie było jeszcze jego książek w Polsce) F. Nietzsche, Huxleyu i innych. Jednak jak jedenastolatek mógł załatwić sobie haszysz, nie mówiąc już o grzybkach Syberyjskich? Magia hermetyzmu miała mi przyjść z pomocą. Szczególnie koncepcja możliwości opuszczenia ciała w świat astralny.
Każdej nocy prze półtorej roku ćwiczyłem eksterioryzację - upór miałem jak wół, a i tak efektów żadnych. Dopiero kiedy natrafiłem na pewną metodę wyszedłem błyskawicznie. Wtedy po raz pierwszy widziałem nieskończoność i przekonałem się że zupełnie nie jestem przygotowany na takie doświadczenie, efekt wyjścia przyrównywałem wtedy do podpięcia się bezpośrednio do rozdzielni prądu wysokiego napięcia.
Założyłem pierwszy notes w którym zapisywałem swoje wizje w postaci wierszy. Poszukiwania wizji poprzez czucie, oraz nieco później wena już była wspomagana przez „magiczne rośliny”.
Wreszcie znalazłem swoje źródło z którego mogłem pozyskać interesujące mnie substancje. Za cel powziąłem sobie dojście do „Osobistego piekła” o którym pisał A. Rimbaud. Jeżeli zamierzałem zostać poetą, potrzebowałem zmierzyć się z otchłanią własnej duszy w myśl szamańskiego rozpadu świata.
Kiedy naczytałem się już zachwycającej poezji poetów takich jak W. Blake, Ch. Baudelearie, A. Rimbaud, J. Morrison, A. Wojaczek, K.K.Baczyński i kilku innych postanowiłem, że chwycę sam za pióro.
Skrobałem po kartkach zapisując wszystko co mi tylko na myśl przeszło i szybko zauważyłem, że to bez sensu. Jaki miałby być z tego pożytek?
Jednak gdzieś z tyłu głowy miałem słowa A. Rimbauda z jego słynnego "Listu jasnowidza" do P. Demny'ego
"Poeta robi z siebie jasnowidza przez długie, bezmierne i wyrozumowane rozregulowanie wszystkich zmysłów. Wszystkie postacie miłości, cierpienia, szaleństwa; sam znajduje i wyczerpuje wszelkie trucizny, aby zachować z nich kwintesencję. Niewysłowiona tortura, do której potrzeba mu całej wiary, całej nadludzkiej siły i od której staje się wielkim chorym, wielkim przestępcą, wielkim potępionym − i najwyższym Mędrcem! − Bo dochodzi do nieznanego! Kultywował przecież swoją duszę bardziej niż ktokolwiek inny! Dochodzi do nieznanego i kiedy, oszalały, traci na koniec rozeznanie swoich wizji, wtedy je zobaczył! Niech się na śmierć zamęczy skacząc przez rzeczy niesłychane i nie nazwane; przyjdą inni straszliwi pracownicy; zaczną od horyzontów, gdzie tamten stracił siły."
Poczułem, że nie mogę odpuścić. Muszę zrobić coś więcej... przenieść ten ogień o którym pisał Rimbaud i oczyścić drogę poetów przeklętych, która jak do tej pory zdominowana była przez pijaków, narkomanów, samobójców itp. W moich oczach nie tak powinna wyglądać droga poety-jasnowidza. Olśniło mnie dopiero po wielu miesiącach spędzonych na poszukiwaniu weny w głębi niezliczonych nocy. Tym ogniem o jakim nie wiedział Rimbaud, ani nawet Blake jest śnienie!
Jednak zanim doznałem oświecenia i nauczyłem się śnić szedłem długą i krętą drogą wspomaganą przez "święte grzyby" i im podobne specyfiki. Chciałem znać drogę jaką przeszli nie tylko moi mistrzowie poezji, ale także szamani.
Pierwszą inicjację w system Reiki miałem w 1999 roku. Już po kilku miesiącach zrobiłem drugi poziom i szybko spostrzegłem jak wielka to jest zmiana dla postrzegania i witalności i otwarcia energetycznego.
Dostrojenie do energii wzmocniło wszystkie moje działania w rozwoju osobistym. Poprawiłem wibracje ciała fizycznego, mentalnego i innych ciał subtelnych. Odkryłem wiele różnic w przebiegu grzybowych ceremonii, przed i po inicjacjach. Subtelności które odkryłem działały na mnie bardziej niż psychodeliczne wizje fraktali. Postanowiłem zmienić kierunek i poznać czym w jest otwarcie energetyczne i praca z tego poziomu.
Pierwszą inicjację w system Reiki miałem w 1999 roku. Już po kilku miesiącach zrobiłem drugi poziom i szybko spostrzegłem jak wielka to jest zmiana dla postrzegania, witalności i otwarcia energetycznego. Śnienie przychodziło już do mnie znacznie łatwiej i łączyłem je z własnym oczyszczaniem i drogą rozwoju osobistego.
Może się to wydawać dziwne, ale droga uzdrawiania znacznie wpłynęła na jakość moich grzybowych transów przeprowadzanych w odosobnieniu, a symbole sanskryckie ujawniły wiele tajemnic i przestrzeni.
W między czasie pogłębiając praktykę Reiki zrozumiałem, że nie tylko o własny rozwój chodzi, ale możliwość niesienia pomocy innym. Oczywiście problemy i wyzwania moich klientów których uzdrawiałem są tajemnicą, ale jeden przypadek ma szczególne znaczenie. Zostałem wezwany przez rodzinę która wyjaśniła mi, że ich głowa rodziny, mąż, dziadek, wujek strasznie cierpi. Co mu jest? - spytałem. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ ta osoba po prostu przestała się odzywać. Mężczyzna nie chciał z nikim rozmawiać i z tego powodu lekarze również niewiele mogli zdziałać. Jego stan trwał od miesiąca i zapytałem dlaczego nie zadzwonili do mnie wcześniej. Kamil nie wierzymy że te twoje czary działają. Nie mamy już nadziei. Czary? - odpowiedziałem - Dobra nie ważne. Wyjdźcie wszyscy z pokoju i zostawcie nas samych.
Mężczyzna siedział na krześle i patrzył tępo w podłogę. Jego wzrok nie był jednak mętny, ale nie obecny, wyglądał na przytomnego. Po prostu nie chcesz z nimi rozmawiać? - Zapytałem. Nie było żadnej reakcji. - Nie chcesz z nikim rozmawiać? - Poprawiłem się. Mężczyzna skinął potwierdzająco głową. Cierpienie z jego oczu dosłownie przeszyło moją duszę. Nakazałem mu odwrócić się w moją stronę i zacząłem krótkie wyjaśnienie co będę robił. Komuna kontra wizja systemu uzdrawiania wprost z Japonii… super… Powiedziałem o energii, że będę pracował dłońmi i trzymał je w niewielkiej odległości od ciała, aby się nie bał i po prostu skupił się na tym co odczuje. Wyjaśniłem, że na pewno poczuje ulgę. Zabrałem się za przekaz. Energia przepływała przeze mnie jakby przyciągana zbyt mocnym magnesem. Musiałem się bardzo pilnować, aby zachować bhp pracy uzdrowiciela i nie oddać własnej energii, albo przejąć jego. Po kilku dusznych minutach wraz energią zaczęły przenikać mnie wizje i sny. To były wibracje mojego klienta. W wielkim skrócie, ludzkie skóry obdarte z głów i twarzy. Mięso ludzkich koszmarów rozrzucone po ścianach niczym tapety, pozbawione człowieczeństwa dzieci czające się w samotnych kątach. Rozpacz, groza… Więcej nie chcę tu pisać… Sesja trwała półtorej godziny. Kiedy skończyłem oznajmiłem prawdę, że więcej już nie mogę zrobić. Mężczyzna popatrzył na mnie krótkim spojrzeniem i począł jąkać - Dziękuję. - Odpowiedział. Podciągnął rękaw swojej koszuli flanelowej ukazując mi przedramię. Zobaczyłem tatuaż z numerem z obozu zagłady. - Nie będę z nikim o tym rozmawiał. - Dodał przytomniejszym głosem.
Wtedy pierwszy raz śniłem na jawie nie moje sny. To z czym musiał zmierzyć się mój klient przerasta moje doświadczenie, kompetencje i wyobrażenia. Wiedziałem jednak, że Reiki w jakimś stopniu pomogło. Mężczyzna zmarł trzy dni później. Kiedy spotkałem jego żonę podziękowała mi ponieważ jak przyznała, rozmawiał z nią ze spokojem pomimo iż oboje wiedzieli co go czeka. Jego świadomość rychłej śmierci nie była największym wyzwaniem, a wspomnienia z którymi nie mógł sobie poradzić, były one żywsze od tych ostatnich godzin życia.
To zdarzenie otworzyło mi oczy nie tylko na mój rozwój praktyki Reiki. Zrozumiałem, że śnienie jest powiązane z energetyką człowieka na głębszym poziomie niż możemy to przeanalizować racjonalnym rozumem.
Dopiero kiedy zacząłem jeszcze bardziej rozwijać swoją praktykę i byłem po mistrzowskich inicjacjach Reiki, podwyższona energia sprawiła, iż praktycznie nie miałem już czego szukać po stronie psychodelicznej. Natomiast w dziedzinie poezji postanowiłem odrzucić wszelakie substancje i skupić się przede wszystkim na znaczeniu energii subtelnych ciał.
Nowe podejście zrodziło wiele pytań. Po pierwsze, co było i jest moim wyobrażeniem na ścieżce pisarstwa? Czy rzeczywiście tak ma wyglądać moja ścieżka szamańska połączona z poezją? Czy takie wizje przyniosą korzyść innym? Całym sobą poczułem, że wcześniejsze jakości stały się za ciasne dla mojego doświadczenia. Czułem, że potencjał szamanizmu ma wielką moc, ale postanowiłem popatrzeć na swoje działania niczym naukowiec i poddać w wątpliwość wszelkie doświadczenia. Chciałem aby moja praktyka szamańska połączona z pisaniem przyniosła komuś korzyść, a nie była przeznaczona tylko dla mojego rozwoju.
W tym okresie postanowiłem sprawdzić w jaki sposób na moje śnienie wpłynie całkowite oczyszczenie organizmu i psychiki. Miedzy innymi zacząłem ćwiczyć jogę, więcej się uczyłem i trenowałem. Rozpisałem wszystkie nawyki jakie potrafiłem sam rozpoznać i je wszystkie wyeliminowałem. Do praktyki dołączyłem również Magiczne Kroki z książki Castanedy.
Wielu moich znajomych z kręgów rozwoju osobistego wręcz patrzyło na mnie z rezerwą sugerując mi zupełnie inne systemy. Nakłaniano mnie do praktyki Tai Chi, Qigong, czy głębszych odmian Jogi, podając za fakt, iż są to systemy pracy z energią z o wiele większą tradycją od tej którą prezentuje Castaneda. Teksty w stylu "to twoje nie działa, spróbuj tego co ja trenuje już od wielu lat" na początku były irytujące, ale wynikało to tylko z mojej naiwności i ważności ego. Dzięki takim ludziom zrozumiałem, że muszę po prostu im dopuścić ich własną ignorancję, a sobie ukryte szukanie poklasku.
Teraz mam pamięć tamtych zdarzeń i swoje wnioski, być może słuszne a może nie, ale kiedy słyszę "moja ścieżka jest lepsza od twojej" po prostu już wiem, że nie chcę z kimś takim dzielić doświadczenia. Dlatego też nigdy nie usłyszysz ode mnie, że "nie znasz życia jak nie poznasz śnienia", albo "zacznij ze mną ćwiczyć Tensegrity, bo to system najbardziej taki albo śmaki".
Spotkałem setki osób praktykujących tak zwany rozwój duchowy i często budziły one we mnie to samo pytanie - czym na drodze rozwoju duchowego jest krytyka innych ścieżek?
Jednak to prawda, że w swojej książce "Pies wizji - szamańska opowieść o nauce świadomego śnienia i uważności" napisałem, iż Magiczne Kroki wpłynęły na moje efektywniejsze śnienie bardziej niż jakikolwiek system ćwiczeń. Tak samo w tym miejscu, piszę o tym co działa na mnie BYĆ MOŻE zadziała również na ciebie. Wszystko zależy od tego czy czujesz tą drogę sercem.
Czyż nie idziemy wszyscy na ten sam szczyt góry?
Myślę, że warto o tym pamiętać. Istnieje wiele ścieżek prowadzących różnymi szlakami, a zwłaszcza na początku świadomej drogi możesz napotkać liczne drogowskazy z napisem "BYĆ MOŻE".
Laserowe skupienie na ścieżce serca zbliżyło mnie do mojego zwierciadła wyobrażeń. (Jeśli znasz dzieła Castanedy wiesz co kryje się za tymi słowami.) Postanowiłem je rozbić. W tym celu spaliłem całą swoją twórczość jaką zdołałem kiedykolwiek zapisać.
Do swojego kotła gotujących się doświadczeń pokruszyłem szczyptę zdrowego mistycyzmu i laskę racjonalności. Bulgocący wywar należało odstawić do ostygnięcia, aż się wyklaruje.
Kocioł jest symbolem miejsca wewnątrz nas w które zbieramy swoją wewnętrzną ciszę – wiedzę z poza racjonalnego postrzegania, którą teraz przekazuje poprzez swoje szkolenia i warsztaty. Już dawno temu zrozumiałem, że nasza osobista moc może mieć różne przejawy i częstotliwości. Dla mnie medium wewnętrznej ciszy jest i była poezja. Tworzyłem ją przez lata i miesiącami zarywałem noce aby odłożyć pióro o wschodzie słońca i pójść spać. Teraz pomyśl, że to tylko pewien symbol i zarazem lekcja dla ciebie czym może być niezłomna intencja na ścieżce wojownika. Bowiem dla ciebie osobista moc zapewne przejawia się w innym medium.
Zrobiłem to. Pozbierałem wszelakie zeszyty luźne karki, dzienniki, zbiory skończonych wierszy i masę innych projektów. Teraz palę je w ognisku pilnując aby wiatr nie wydmuchał choćby najmniejszego skrawka papieru z jednym choćby zdaniem które kiedykolwiek zapisałem. Patrzę jak płoną wszystkie moje nieprzespane noce, namiętności młodego poety którym chciałem zostać. Poszukiwania weny, układanie najlepszych linijek ze słów o magicznej sferze życia. Poszukiwania transu, niebezpieczne sprawdziany, ocieranie się o obłęd, zagubienie siebie, odnalezienie siebie. Tak trzeba. Tak musi postąpić wojownik chcący wygrać z własną ważnością. Spokojnie patrzę jak płonie cały mój pisarski inwentarz stworzony na przestrzeni trzech jakże intensywnych lat. Ufam intencji. Oto prawdziwa ceremonia zrzucenia skóry, pozwalam odejść temu co stare i oddaje się mocy transformacji. No teraz to zobaczymy mistrzowie szamanizmu, czy wasze nauki idą w parze z rzeczywistością.
Coś ty zrobił!? - usłyszałem od siostry tuż po chwili w której wytłumaczyłem jej jaki sprytny plan szamański wykonałem. Przecież pisałeś to tyle czasu! Trzeba było to zostawić i wrócić do tego za parę lat. Miałbyś wtedy inne wyobrażenie. Już tego nie odwołam. - Przyznałem. - Dobrze się stało bo teraz pora na spotkanie z mocą.
Naprawdę nic nie zostawiłeś? - nie odpuszczała, a jej głos zdradzał smutek. Nic, a nic. - Odpowiedziałem z uśmiechem. - Wszystko mam tutaj. I zamiast pokazać jej na moją głowę otworzyłem dłonie przed sobą. - Skoro moja poezja i cały ten proces jej tworzenia coś znaczy, to nie powinienem mieć problemu z przywołaniem iskry od której zapłonęły.
Późnym wieczorem kiedy zwykle rozpoczynałem swoją praktykę pisania, zasiadłem jak zwykle do stołu. Położyłem przed sobą czystą kartę i pióro nasączone świeżym tuszem z karafki. Ten wieczór był jednak inny od wszystkich. Wiedziałem, że nie mam już nic. Żadnego tekstu schowanego w szufladzie, czy zapomnianego pod łóżkiem. Intencja wewnętrznej ciszy miała pokierować mnie przez dalszy etap pisania jako peta-jasnowidz. Nie byłem pewny czy podołam, ale taki był cel. Rozpocząłem swój śmiały skok nad przepaścią, którym miałem udowodnić sobie, że nauki szamańskie działają. Śnienie miało doprowadzić nie do każdego wersu, który nie był iluzją poety, a czymś więcej.
W czasie kiedy moje „medium” i odzwierciedlenie osobistej mocy, którą zapisywałem w poematach poszło z dymem, wiedziałem że unosi się gdzieś w przestrzeni. A tak naprawdę dokładnie wiedziałem gdzie mam szukać swoje wiersze wers po wersie. „Skoro coś je spowodowało” dotarcie do przyczyny otworzy te same drzwi. Ponowne napisanie tych samych wierszy miało być możliwe dzięki dotarciu w śnieniu do punktu percepcji w których byłem w momencie ich pisania.
To był szczególny punkt zwroty w moim życiu i nauce śnienia. W istocie pomimo iż piszę o osobistym wątku tyczącym się zagadnienia poezji (które na pierwszy rzut oka może wydać się dziwne), całe te działania są podparte szczegółową szamańską strategią myśliwych i wojowników. Moje opowieści jedynie są ich potwierdzeniem. Na swoich szkoleniach uczę aby śniący potrafili w tych opowieściach zobaczyć swoją ścieżkę i medium osobistej mocy prowadzącej do mistrzostwa.
Jasnym był dla mnie fakt, iż nie mogę mieć techniki na śnienie które przytrafiać będzie się sporadycznie bez mojej kontroli. Wiedziałem, że mam jasny cel dzięki czemu moja intencja dla śnienia powinna iść poprzez ciemność zapomnienia, jak po linii laserowego światła.
"Kiedy nagle odsuniesz od siebie cały swój inwentarz. Zacznie ci czegoś brakować, to co przywołasz będzie twoją osobistą mocą". - Cyt. z mojej książki "Pies wizji - szamańska opowieść o nauce świadomego śnienia i uważności."
Techniki jednak nie miałem, a wszystko wrzucałem do naczynia swojej wewnętrznej ciszy.
Po kilku miesiącach przyśniłem psa o którego prawie potknąłem się na schodach we własnym mieszkaniu. Z racji awarii prądu było zupełnie ciemno, a ja schodząc ostrożnie po każdym stopniu starałem się wyczuć stopą czy nie leży na którymś z nich. Mój pies był bowiem zupełnie ślepy.
Tak pokrótce wygląda sen, który przerodził się w jedno z najważniejszych moich śnień. W istocie ślepy piesek to była wtedy moja Intencja, która ujawniła się w ten sposób poprzez interpretujące filtry mojego umysłu.
Pies Intencji jest ślepy, a wtedy zgasło światło. Bałem się, że nadepnę na swojego pieska na którymś ze stopni ponieważ zawsze czekał właśnie tam na mój powrót. (Do świata snów i drugiej uwagi.) Starałem się go wyczuć dotykiem, gdyż mój wzrok w ciemności nie działał. Tymczasem moje obawy okazały się zbędne, ponieważ pies wizji wiedział o mojej ułomności w poruszaniu się bez światła. Sam jest przecież ślepy i zdążył się oswoić z ciemnością... Czekał na mnie w bezpiecznym miejscu pod schodami.
Zrozumiałem wtedy jak śnić! Pies wizji miał być moim przewodnikiem poprzez ciemność zapomnienia w którą wpadam za każdym razem w sen. To odkrycie było największym przełomem w mojej nauce śnienia, od tamtej pory zrozumiałem i zaprzyjaźniłem się z procesem w którym oddajemy kontrolę, aby po chwili odzyskać ją w śnieniu.
Kilkanaście wierszy zdołałem ponownie wyśnić w stanie śnienia. Technika psa wizji rozwinęła się na tyle iż mogłem opuszczać swoją pierwszą uwagę w pełni świadomie. Opracowałem jak wejść w trans podczas którego nauczyłem się polować na konkretny cel śnienia i wysyłać za nim pieska wizji. Ponadto przebiega on bez użycia jakichkolwiek substancji psychoaktywnych.
Jeżeli dobrze się przyjrzysz moim opowieścią „O mnie” dostrzeżesz pewien wzór o którym pisze na stronie w zakładce „Darmowe lekcje i program mojego nauczania”.
Każdy wiersz który zdołałem napisać poprzez śnienie „przeszłości” w istocie dokonywałem lotu Kondora na inicjacyjnej ścieżce wschodu. „Południe poema” jest to kwintesencja wyciągnięta z „magicznych” doświadczeń które były inspiracją dla pisania. Rekapitulacja poprzez śnienie do przeszłości i zalążków ich powstawania odkryła przede mną zaskakujące odkrycie.
Proces "otwierania przestrzeni" w której zapisywałem wiersze trwał dwa lata. Dzięki technice psa wizji wers po wersie odzyskiwałem skrawki poematów i wierszy. Kiedy skończyłem proces i miałem już wszystko spisane przyjrzałem się temu co "pozostało" z moich wcześniejszych trzech lat poszukiwań jako poeta - szaman.
Zdziwiłem się kiedy przeczytałem wszystkie wiersze i poematy zebrane już w całość. Okazało się, że te które udało mi się odzyskać opowiadały w głównej mierze o spotkaniach z moimi przyjaciółmi, ułamek zaledwie o moich poszukiwaniach psychodelicznych, a najwięcej o śnieniu. Cały zbiór "Południe poema" stał się mapą specyficznego czucia intencji z jaką mniej i bardziej świadomie zabierałem się za naukę śnienia, poszerzania granic percepcji i odkrywania tajemnicy świata skrytej w relacjach.
Pozostał tylko jeden poemat który był nieskończony, a jego intencja w żaden sposób nie chciała być odzyskana z przeszłości. Oznaczało to iż do tomiku muszę napisać coś nowego, teraźniejszego. Wysłałem więc pieska aby zabrał mnie w czucie nieznanego na którym najwidoczniej zakończyła się moja inspiracja z zamierzchłych czasów sprzed ceremonii spalenia całego inwentarza twórczego.
Jako że w tym okresie moim zajęciem było głównie zbieranie wewnętrznej ciszy, moja nowa intencja niczym woda szybko wypełniła naczynie i przelała jego brzegi. Efektem było śnienie tak mocne i wstrząsające, iż o jego kwintesencji opowiadam jedynie śniącym z bardziej zaawansowaną praktyką. Możesz o tym przeczytać w skrypcie "rodowód Jaguara", lub obejrzeć nagranie "Południe poema - poezje".
Wstrząśnięty śnieniem znacznie przekraczającym moją racjonalność zacząłem poszukiwać wojowników z którymi mógłbym dzielić drogę. Nie byłem pewny, czy jest ktokolwiek badający tą sferę poszerzonego postrzegania.
w 2007 roku postanowiłem stworzyć własną grupę skupioną wokół ćwiczeń śnienia i innych technik związanych ze ścieżką tropicieli i wojowników. Chciałem również rozszerzyć moją praktykę Magicznych Kroków aby móc je praktykować z kimś kto również je stosuje.
Efekty poszukiwań wojowników okazały się marne. Częściej napotykałem szamanów i szamanki, którzy zainteresowani są wspólnymi sesjami napędzanymi substancjami psychoaktywnymi niż praktyków śnienia. To był samotny etap w moim podążaniu ścieżką szamanizmu.
Równie niemożliwym było odnalezienie kogokolwiek kto praktykował by Tensegrity i nauczał tego systemu w Polsce. Interesowało mnie źródło i nie chciałem się uczyć tego konkretnego systemu ćwiczeń od nauczycieli czerpiących wiedzę z książek i internetu.
Po roku poszukiwań odnalazłem wzmianki o dwóch nauczycielach którzy znają ten system. Jednym z nich był dość tajemniczy bioterapeuta Armeńskiego pochodzenia, a drugim mistyk z Dagestanu który odwiedzał nasz kraj raz w roku. Tylko oni posiadali oficjalne certyfikaty nauczycielskie systemu Tensegrity.
Warsztaty Tensegrity prowadzone przez odpowiednich nauczycieli otworzyły mi drogę do tajemniczych ćwiczeń. Byłem w szoku kiedy przejechawszy samotnie całą Polskę zobaczyłem jak liczna grupa je praktykuje. To wtedy tak naprawdę spotkałem innych wojowników i wojowniczki dla których nauki Carlosa były ścieżką serca. Po raz pierwszy nie czułem, że idę samotnie poprzez strategie don Juana.
Najistotniejszą naukę jaką otrzymałem w tamtym czasie nie był fakt poznania ruchów Tensegrity i objaśnień czym jest ta praktyka. Lekcja dosięgła mnie sama kiedy wróciłem do domu i po kilku miesiącach miałem już u swojego boku kilku wojowników. Ćwiczyli oni Tensegrity wraz ze mną, ale to ja byłem ich elementem który ciągnie i motywuje do ćwiczeń. Kiedy odpuściłem przewodnictwo grupa się rozpadła dając mi potwierdzenie, że nie ma sensu reklamować tej ścieżki praktyki. Jak to napisał Carlos w którejś ze swoich książek "Na ścieżce magii niechętnie widziani są ochotnicy."
Od tamtej pory nie pracuje z systemem Tensegrity z nikim kto przychodzi z ciekawości.
Potrzeba pisania została ze mną nawet po tym jak osiągnąłem swój cel w poezji. Pewnego wieczoru odkryłem, że w zasadzie teraz nie mam już dla kogo pisać.(W tamtym czasie kontakty z moimi przyjaciółmi nieco się rozeszły.) Byłem wtedy bardzo wyciszony i spokojny. Określiłem nowy cel dla mojego pisma. Wymyśliłem, że w śnieniu napiszę powieść, która będzie zarazem grą planszową. Z racji mojego wyciszenia piesek wizji pognał za tą intencją, nim się zorientowałem.
Pies wizji to wrażenie, (nie polega na widzeniu – pamiętasz moją opowieść o niewidomym psie Intencji?), przynosi czucie i odpowiedź na każde pytanie. Wszystko zależy tylko od odpowiednich warunków.
Kidy określiłem nową intencję dla śnienia, jaką było napisanie powieści gry planszowej, pies wizji od razu przyniósł mi pierwszy akapit z kilkoma zdaniami. Kiedy tylko to zapisałem pojawiły się dwa następne. W pewnym momencie moja pamięć nie była w stanie ogarnąć tych „gotowych” już zdań które czerpałem ze swojej podświadomości. Musiałem nakazywać pieskowi czekać, aż dokończę pisać i dopiero wtedy on znowu powracał. Wtedy pisałem od 23.00 do 7 rano…
Wspominam o nim teraz aby ukazać ci jak potężną może być metodą do każdego działania, w moim przypadku było to pisanie poprzez uwrażliwienie na wiedzę pochodzącą z drugiej uwagi. Ale psa wizji można posłać po dowolną wiedzę związaną z twoimi działaniami.
Najnowsze badania dowodzą iż świat pośredni, czyli obszar snów, wizji, intuicji i podświadomej wiedzy stanowi 95 % informacji napływającej do nas z otaczającego nas wszechświata. Natomiast 5% odbiera świadomość. Gdyby było odwrotnie człowiek nie byłby w stanie funkcjonować, ponieważ natłok wiedzy obejmowałby zbyt szerokie pasmo w linii teraźniejszego czasu. Łatwo to sobie wyobrazić np. w kategorii postrzegania jednej sekundy. Gdyby dostęp do informacji płynących do nas z wszechświata wynosił 95% wówczas sekunda trwała by ok. półtorej minuty.
Jest to również wyjaśnieniem mojej wcześniejszej historii kiedy zacząłem pisać powieść grę. Dzięki pieskowi miałem otwarte łącze, a nie nadążałem za przekazywaną wiedzą. Dlatego pisałem przez tyle godzin, gdy wizja z którą przychodził piesek wydawała się być maleńka, niosąca niby kilka zdań.
Powieść w śnieniu pisałem ponad piętnaście lat... To zbyt długa historia abym mógł ją streścić tutaj, ale mam nadzieję, że chociaż pozostawię cię z wrażeniem podobnym do tego jaki sprawia piesek wizji przynoszący wizję.
Jedną z najtrudniejszych rzeczy w praktyce ścieżki Naguala było dla mnie zachowanie tajemnicy. W pewnym momencie, (jak już nieco wspomniałem) po prostu nie chciało mi się już słuchać porad wielu osób które próbowały mnie ściągnąć na swoją ścieżkę praktyki. Oczywiście ludzie wiedzieli czym się interesuje, ale nie do końca. W niektórych przypadkach nawet utrzymywałem, że porzuciłem swoje „dziwne” treningi itd. Okazało się to wspaniałym ćwiczeniem na ego.
Przełomem w mojej strategii działania było pewne spotkanie mojej grupy Tensegrity. Każdy z nas miał znaleźć dla innych ćwiczenie na poczucie ważności. Dla mnie wymyślono ujawnienie przeszłości i odkrycie wątków z osobistej historii. Z początku opierałem się temu pomysłowi, ale siła grupy osób z którymi praktykuje ścieżkę wojowników znalazła setki przykładów twierdzących iż moje wywody o skrytości w moim przypadku są błędne i czai się za nimi wielki jakże ważny Kamil. Załatwili mnie, teraz pisze do ciebie nieznanej mi zupełnie osoby o nieskazitelnej strategii, która miała być trzymana w ukryciu.
Za intencją kolejnych czekających mnie wyzwań na ścieżce potocznie zwanej "szamanizmem" kryją się moi towarzysze podróży. Jestem wdzięczny losowi iż są ze mną. Razem możemy dzielić fascynujące przygody w procesie transformacji i pracy nad naszą ciągle odnawiającą się ignorancją bagatelizującą magię otaczającej nas codzienności.
Dziękuje również tobie nieznany czytelniku i czytelniczko. Dotarłaś, dotarłaś do naprawdę dalekiej strony w mojej "internetowej opowieści". Wierzę w to że moja zmiana kierunku na ścieżce magii świadomości, nie jest przeznaczona tylko dla mnie, ale to co mam do przekazania łączy z intencją, która pozwoli ci wyciągnąć kwintesencję z moich wieloletnich doświadczeń i spojrzeć przez nie niczym przez kryształ, daleko w przestrzeń poza nami.
Kamil Księżarczyk - Śniący.
Pies - wizji